Konsekwencje

Moja matka, Maria, twierdzi, że zanim poznała swojego przyszłego męża, kręcił się przy niej niejaki Staś. Podobno bardzo, bardzo miły mężczyzna. Niestety, potem, jak mówi, „przyplątał się” Witek, mój ojciec, a jego tendencję do przesady i popisywania się (którą częściowo po nim odziedziczyłem) wzięła za dobroć (np.  masowanie jej łydek w kolejce, w sklepie spożywczym, żeby rzekomo ulżyć znużonym mięśniom). Tak więc wyszła za Witolda, a nie za Stasia i to był z pewnego punktu widzenia błąd. Znaczy, jeśli chodzi o ten moment historii, nie powinienem narzekać, bo gdyby nie ten związek, nie urodziłaby się ani moja siostra Natalia, ani ja – osiem lat po niej.

Marny charakter mojego rodzica dość szybko zaczął dawać o sobie znać. Był inżynierem konstruktorem (broni), lecz tracił pracę regularnie – z powodów personalnych. Nie umiał się dogadywać z ludźmi. Matka, jak opowiada, często interweniowała próbując pracę dla niego odzyskać (w przeciwieństwie do niego umiała rozmawiać z ludźmi, co mam nadzieję, odziedziczyłem właśnie po niej), rozmawiała więc z dyrektorami i sekretarzami partii (oni potrafili czasami pomóc), z różnymi efektami, im później, tym gorszymi.

Ojciec mój w trakcie lat, które nastąpiły potem, zniszczył niemal wszystkie przyjaźnie i znajomości moich rodziców. Skłócił się z ludźmi sympatycznymi, inteligentnymi, których jako chłopiec uwielbiałem oglądać w naszym domu, bo byli zabawni i naprawdę – jak mi się wówczas wydawało – wartościowi. Nikt jednak nie mógł wytrzymać zadziwiającej zdolności Witka do tworzenia atmosfery kłótni nawet wtedy, gdy nikt inny oprócz niego nie podnosił głosu. Tak więc zostali praktycznie sami, a nerwy mojej mamy, moje i mojej siostry były targane raz za razem szkwałami dziwnych pomysłów i zachcianek twórcy moich dni. Niestety, moja mama, chyba genetycznie zaprogramowana na to, by utrzymywać miłą atmosferę (też mam te geny), usiłowała pogodzić nas wszystkich, kosztem siebie i dzieci, bo Witek nie był elastyczny i dopasować się do normalności nie mógł. To my musieliśmy się dopasować do nienormalności i dlatego żyłem przez wiele lat w absolutnie nienormalnym domu, który być może kiedyś opiszę w jakiejś surrealistycznej książce.

Moja matka, oprócz tego, że wyszła za mojego ojca, a potem w odpowiednim wieku się nie rozwiodła, popełniła jeszcze jeden poważny błąd: we wczesnym wieku zaczęła palić papierosy. Najpierw mocne Sporty bez filtra, potem Klubowe, a później inne marki, których nazw nie pamiętam. Pamiętam, że często, gdy wracałem ze szkoły, w mieszaniu było siwo od dymu (przez jakiś czas mój ojciec palił też fajkę). Być może z tamtych dni wzięło się moje charakterystyczne chrząkanie oczyszczające tchawicę (dym papierosowy niszczy rzęski nabłonkowe wyściełające oskrzela). Chociaż była kobietą teoretycznie chronioną przez hormony, codzienny stres związany z przebywaniem z moim tatusiem, a potem przekwitanie, zaowocowały oczywistym – dostała zawału serca. Był to trudny okres dla Witka, bo to on zawsze trzymał palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o bycie chorym. Był rencistą od wielu lat, przebył niewielkie, jak twierdzi dwa, zawały serca, miał niezbyt sprawne zastawki, no chory był na sto dwa i piszę to w zasadzie bez złośliwości. Zawał matki pokrzyżował mu szyki. Gdy staliśmy przy łóżku Marii w szpitalu, a on wciąż się skarżył, zapytałem: „To kto w końcu jest chory? Matka czy ty?”. „Ja”, odpowiedział, co w tamtych okolicznościach brzmiało naprawdę kuriozalnie. W końcu Maria doszła do siebie, chociaż zawał był rozległy, lewokomorowy, nie w kij dmuchał. Rzuciła papierosy, ale obcowanie z Witkiem w końcu spowodowało, że od czasu do czasu, dla zabicia stresu, popalała.

Wkrótce przyszła konsekwencja palenia i zawału: udar zakrzepowy mózgu. Maleńka skrzeplinka prawdopodobnie oderwała się od dużej, która z reguły wyścieła bliznę pozawałową i zaczopowała jakieś naczynko w mózgu. Był to epizod niewielki i po kilku dniach matka opuściła szpital bez jakichkolwiek objawów.

W międzyczasie ojciec przeszedł operację przeszczepu zastawki i wstawienia rozrusznika serca. Wskutek błędów lekarskich (najprawdopodobniej) zaczął mieć zawroty głowy (uszkodzenie błędnika), bardzo schudł (to akurat na zdrowie powinno mu było wyjść, bo miał nadwagę) i zaczął być nieprawdopodobnie agresywny winiąc cały świat za swoją niedolę, a zwłaszcza moją siostrę i mnie. Zawsze uważał, że naszym podstawowym zadaniem powinno być interesowanie się jego zdrowiem i nieustanne nad nim czuwanie. Zapominał niestety, że od lat już był czarną owcą w naszej rodzinie, czy raczej czarnym baranem, z którym nikt nie chce mieć do czynienia, który rani, wywołuje konflikty i generuje nie lada kłopoty. Przez długi czas byłem jedynym człowiekiem, który się z nim jako tako dogadywał – płacąc za to psychologiczną, emocjonalna cenę – ale i to czasami zawodziło. Dlatego „interesowaliśmy się” nim tak mało, jak to było tylko możliwe, niestety odczuwając w związku z tym silne poczucie winy, w którego wzbudzaniu ojciec był i jest mistrzem.

Matka mówiła, że rok, który nastąpił po jego operacji był dla niej „Oświęcimiem”. Ojciec grał rolę ciężko chorego tak dobitnie, że musiała biegać dookoła niego rano, wieczorem i w nocy, nadwerężając swoje sterane serce.

Właśnie po roku tego maratonu przyszedł drugi udar mózgu. Niestety, dużo, dużo większy. Zniszczył znaczne części prawej półkuli mózgowej, co zaskutkowało paraliżem lewej połowy ciała. Lekarze twierdzili, że matka nie będzie chodzić. Wtedy ojciec cudem odzyskał wigor i zaczął jeździć regularnie samochodem, szaleć w związku rehabilitacją mamy, którą zajął się z energią godną nastolatka. Obiecał sobie, że doprowadzi do tego, że Maria będzie chodzić. Wszyscy dziwili się przemianie Witka: z człowieka obłożnie chorego przeobraził się w mężczyznę praktycznie w pełni sił. Wtedy wyszła na jaw prawdziwa natura jego wcześniejszego „chorowania” tudzież „koszmarnych” zawrotów głowy: człowiek z silnymi zawrotami nie może prowadzić samochodu, bo zaraz wyląduje w rowie. Nie przeczę, mógł mieć niewielkie dolegliwości, ale na pewno nie takie, od których demonstracyjnie się co chwila (tylko w naszej obecności) niemal przewracał.

Wysiłek ojca i rehabilitantów przyniósł sukces. Maria chodzi. Może nie tyle chodzi, co się przemieszcza. Mało pewnie, ale na swoich osobistych dwóch nogach. Lewa ręka wciąż niedomaga, a psychika jest lekko zmieniona.

To stan na dzisiaj.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Jest to najlepiej mi znana historia dwojga ludzi, która pokazuje, z żelazną konsekwencją, jakie skutki przynoszą nasze decyzje. Zły wybór małżonka / żony skutkuje utratą zdrowia i nerwów. Palenie papierosów powoduje zawał, a potem – dlaczego nie – udar i paraliż. Tolerowanie nienormalności, godzenie się na nią, a nawet naginanie się do niej członków rodziny skutkuje zniszczeniem emocjonalnych więzi.

Wnioski są proste i banalne:

  1. Uważnie dobieraj partnera / partnerkę, a jeśli już dobrałeś / dobrałaś i widzisz, że źle się z nim / nią czujesz i nic tego nie może poprawić – rozważ rozwód. To Twoje życie i Twój los. Nie urodziłeś / łaś się po to, by poświęcać całego czasu swojego życia dla drugiej, być może niewartej tego osoby.
  2. Nikotyna jest naprawdę szkodliwa. Twoje zdrowie to nie tylko „Twoja sprawa”. Gdy ktoś w rodzinie dostaje zawału / ma raka, cierpią wszyscy członkowie rodziny. Choroba jest nie tylko bardzo smutnym wydarzeniem, jest także niebagatelnym – przepraszam, że to powiem – kłopotem. Zatem dbaj o swoje zdrowie w dobrze pojętym poczuciu odpowiedzialności za siebie i innych.
  3. Dbaj o higienę psychiczną związku partnerskiego. Obstawaj przy swoim, jeśli czujesz, że to bardzo ważne, nie naginaj się do czegoś, co w Twoim odczuciu jest nienormalne. Dużo rozmawiaj z partnerem / partnerką, spotykaj się z się z innymi ludźmi, rozmawiaj na tematy osobiste. To pomoże Ci utrzymać sensowny kurs.

Jeśli ktoś lekceważy te proste zasady, jego życie może się potoczyć na tyle dziwnie, że stanie się świetnym materiałem na bardzo interesującą książkę, w środku której jednak nikt nie chciałby się znaleźć.

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

30 odpowiedzi do “Konsekwencje”

  1. eweLinka mówi:

    Masakrycznie się to czyta… Znam podobny przypadek z własnego życia… Dziadka się niestety nie wybiera. Po śmierci tego kata jest cisza i w domu spokojnie. Jako jedyna się buntowałam przeciwko krzykom, biciu i znęcaniu psychicznemu. Wyklęta i znienawidzona. Może dlatego uważam, że do życia nie potrzebuję faceta, a tylko swojego mężczyzny. I mam skrzywienie feministyczne? Mam…
    Dziękuję, wiem, jestem dziwna :)

  2. Jestem poruszony i właściwie… pełen podziwu. We wpisie „SKS” wbrew modzie i konwenansom poruszyłeś problem wieku, i to na własnym przykładzie! Obecnie obowiązuje kult młodości, niemal w złym guście jest wspominanie o chorobach i śmierci – a w końcu każdy stanie wobec tego ostatecznego i największego problemu, więc warto dokonać pewnych przemyśleń, przygotować się, nabrać dystansu.

    We wpisie „Konsekwencje” jeszcze odważniej i bez upiększeń piszesz o swojej rodzinie, odkrywasz przed nami to, co ludzie zwykle wstydliwie i hipokrytycznie przemilczają. Wnioski powinno się nie tylko oprawić w ramki, ale wręcz wprowadzić do programów szkolnych. Uczy się tam mnóstwa bzdetów, a nic nie mówi się o najważniejszym: jak mądrze żyć, co zrobić z tym jednorazowym i największym darem, który otrzymaliśmy – z własnym życiem. Że bezwładność i bezwola jest ciężkim przewinieniem wobec siebie, że nieraz zadanie komuś i sobie małego bólu uchroni przed bólem znacznie większym, że dobór partnera pod względem fizycznym jest równie ważny jak psychicznym. Warto też uczyć podstaw psychologii, żeby poznać samego siebie jeszcze w młodym wieku, przed podejmowaniem kluczowych decyzji, i żeby dostać klucz do poznawania innych, w tym kandydatów na żonę czy męża. Jak człowiek dobije się istotnych prawd po pięćdziesiątce, niewielki będzie z tego pożytek.

    P.S. Nachodzę Cię, Marcinie, na Twoim blogu, ale to dlatego, że piszesz naprawdę ciekawie i oryginalnie. Także dużo – kiedy masz czas na pisanie literatury?

  3. Marcin Przybyłek mówi:

    Andrzeju, piszę blog i książki jak zwykle – “w międzyczasie”. Czasami kosztem życia rodzinnego. Ot, norma.

  4. Protsi mówi:

    Krótko i zwięźle – I got it and I can relate to you. Najwyraźniej można się w dzieciństwie najeść g****, żeby być mądrym na starość :D Trzymam kciuku, co by u Ciebie wypaliło lepiej!

  5. Marcin Przybyłek mówi:

    No, Protsi, 3 komentarz dzisiaj :) . Masz wolne? :)

  6. Tyrone mówi:

    drawer@astm.hone” rel=”nofollow”>.…

    thank you!…

  7. Edward mówi:

    grimms@allow.breasts” rel=”nofollow”>.…

    good!…

  8. leon mówi:

    gracie@interdenominational.ghiberti” rel=”nofollow”>.…

    благодарен….

  9. marion mówi:

    confessionals@awry.churchly” rel=”nofollow”>.…

    hello!…

  10. Clifford mówi:

    specialist@unflagging.decisively” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðåí!…

  11. julian mówi:

    lucy@acey.vicky” rel=”nofollow”>.…

    tnx!…

  12. mario mówi:

    jacquelyns@derisively.twinkling” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info!!…

  13. vincent mówi:

    liquidation@laboratory.romping” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info!!…

  14. angel mówi:

    sin@simples.loeser” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî çà èíôó….

  15. Chris mówi:

    snobbishly@alva.judeo” rel=”nofollow”>.…

    thank you!!…

  16. gerard mówi:

    limited@ferment.conversation” rel=”nofollow”>.…

    tnx!…

  17. Mark mówi:

    confidentiality@costlier.sainted” rel=”nofollow”>.…

    good….

  18. Tommy mówi:

    palace@ages.unimproved” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ çà èíôó!…

  19. alejandro mówi:

    honesty@cleanth.veterinary” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ….

  20. Luther mówi:

    murray@vulturidae.purse” rel=”nofollow”>.…

    hello!!…

  21. Carlos mówi:

    tjawn@tractor.cushions” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî çà èíôó!…

  22. Gary mówi:

    ditmars@cooperate.slinger” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðþ….

  23. paul mówi:

    metropolitian@coahr.punched” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî çà èíôó….

  24. roy mówi:

    coachmen@sugared.overflowing” rel=”nofollow”>.…

    thank you!!…

  25. rr1 mówi:

    w2f…

    amoxil@sans.ordonnance” rel=”nofollow”>.…

  26. 1rr1 mówi:

    1w2f…

    abilify@generico.acquistare” rel=”nofollow”>.…

  27. ds1 mówi:

    1sdf…

    viagra@100.mg” rel=”nofollow”>.…

  28. rrssd1 mówi:

    wsaa2f…

    ads@usa.com” rel=”nofollow”>.…

  29. rrf1 mówi:

    wf2f…

    albuterol@dk.nl” rel=”nofollow”>.…

  30. vbn mówi:

    wdfw…

    ws@ns.nh” rel=”nofollow”>.…

Dodaj odpowiedź


+ jeden = 5