Wywiad do portalu WROTA WYOBRAŹNI

(pierwotnie zamieszczone w: Wrota wyobraźni)

Na dobry początek powiedz może coś o sobie. Kim tak właściwie jest Marcin Przybyłek? Jak rozpoczęła się twoja przygoda z pisaniem?

Z wykształcenia jestem lekarzem. Hobbystycznie zajmuję się psychologią. Filozofia to część mojego życia. Twórczość jest egzystencjalnym powietrzem. Jak mawiał prof. Kazimierz Dąbrowski, nie ma dobrej psychologii bez filozofii, filozofia zaś nie wypływająca z osobistego losu jest czystym intelektualizmem. Twórczość ten los dynamizuje, mówiąc prościej, sprzyja rozwojowi. Wydaje się, że gdy spojrzeć na mnie oczami (tego) psychiatry, wszystko jest w porządku ;) Tak poważnie to tworzę, bo gdy kładę się spać, prawie zawsze konstatuję, że najważniejszą rzeczą, jaką danego dnia zrobiłem, było zapisanie, choćby kilku słów, w nowym tekście. Zarabiam na życie prowadząc firmę szkoleniową Hekson. Biznesmeni potrzebują wiedzy o komunikacji, ja na szczęście ją posiadam i sprzedaję im ją za godną gażę. Mam żonę Anię (piękna kobieta), córkę Kalinę (takoż), dom, ogród i samochód. Co noc wychodzę do chotomowskiego lasu, żeby tam przeistaczać się... Ekhem. Jak brzmiała druga część pytania?

Pisaniem zaraził mnie Piotr Tederko - przyjaciel z lat studenckich. Przedtem coś tam popisywałem, ale nic dłuższego. Razem z nim napisaliśmy "Powieść" o Żółtkach i Indiańcach, potem już samodzielnie spłodziłem epopeję "Copulopolis" (nigdy nie opublikowaną - na szczęście), potem związałem się ze Światem Gier Komputerowych (dobijałem się do jego wrót dwa lata) - pisałem do rubryki Grao Story, w międzyczasie powstała powieść "Spaceman Story" (też nie publikowana i też dobrze) oraz "Jedenaście rozdziałów z epilogiem" (jak w powyższych nawiasach ;). Dla ŚGK stworzyłem postać gamedeca, Torkila Aymore'a, ale redaktorzy nie bardzo wiedzieli, co z nim zrobić. Po kilku miesiącach oczekiwania przesłałem opowiadania do Nowej Fantastyki, Maciek Parowski zachwycił się nimi, opublikował pięć, a SuperNOWA wydała zbiór składający się z dwunastu.

Twoje opowiadania o Gamedecu są osadzone z w przyszłościowej Warszawie. Skąd wziął się pomysł, by umieszczać opowiadania w tak swojskim miejscu jakim jest nasza stolica, a nie np. gdzieś zagranicą? Co było inspiracją przy tworzeniu przygód gierczanego detektywa?

Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby przygody mojego bohatera mogły mieć miejsce gdzie indziej. Znam nasze, polskie, niebo, chmury, aury i zapachy. Gdzieżbym miał zmyślać, jaki kolor ma zmierzch nad Nowym Yorkiem czy Tokyo?

Poza tym uważam, że mamy (jako naród) cholernie dużo do zaoferowania innym nacjom. Kopernik, Chopin, Skłodowska, byli stąd. Tymczasem, gdy zajrzeć do Discovery, wciąż mówią o dzielności Galileusza, Chopina uważają za Francuza, a o Marii mówią Curie. Jestem na to zwyczajnie zły.

Męczy mnie też amerykanocentryzm wielu produkcji oraz pomijanie Polski nawet przy tak oczywistych tematach jak druga wojna światowa. Ostatnio kino zza oceanu pokazało, kto "naprawdę" złamał kod enigmy (oczywiście nie polscy matematycy, tylko jankescy podwodnicy, czy jakoś tak). Świadomość istnienia naszego kraju nawet wśród Europejczyków jest nikła. Czy Asterix kiedykolwiek zawędrował do kraju Polan?

Z tych oto powodów osadziłem przygody Torkila w Polsce. Jeśli inni lansują swoje nacje, ja będę promował naszą, a co?

Inspiracją do stworzenia gamedeca był chyba mój osobisty los. Zwyczajnie potrzebowałem towarzystwa faceta wrażliwego, niegłupiego, umiejącego sobie dać radę z szorstką rzeczywistością. Pierwsze słowa pierwszego opowiadania o Torkilu brzmią: "W życiu każdego mężczyzny pojawia się moment refleksji. Nie chodzi o chwile nad kuflem w jednym z high-barów na Jagiellońska Street, lecz o ten szczególny moment, gdy człowiek zaczyna widzieć w pełnej krasie pierwszą połowę życia. Taki właśnie nastrój ogarnął mnie ..." gdy spacerowałem wśród chotomowskich pól. Patrzyłem w niebo, na łąki i nagle, nie wiadomo skąd, przyszła mi do głowy nazwa profesji i postać.

Pomocne też było to, że bardzo chciałem pokazać nie-graczom, że gry to coś o wiele szerszego i głębszego od bezmyślnego strzelania. Moim zdaniem kiedyś zdominują kino i telewizję.

Powierzchowność postaci przywodzi na myśl figurę Philipa Marlowe'a, trochę Deckarda, odrobinę Neo, lecz czytelnik szybko się orientuje, że wnętrze Torkil ma zupełnie inne. Nie da się jednak ukryć, że gamedec musiał być mężczyzną w trenczu (atrybut wszystkich powyższych postaci) i kapeluszu (tylko Marlowe). Co prawda jego odzienie jest bioubraniem, kapelusz biokapeluszem, a buty... (tu wpisz swoją wersję), zaś ogólny wygląd jest podyktowany modą retro, która niechybnie się zmieni, ale na początku znajomości z czytelnikami miał wyglądać właśnie tak.

Już niedługo ma się ukazać drugi tom Gamedeca. Powiesz nam coś więcej na ten temat?

"Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw" jest powieścią, która kładzie większy nacisk na realium: pokazuje rządzące nim mechanizmy, ujawnia zakryte dotąd dane, rysuje jego złożoność i wielopoziomowość. Torkil "budzi się ze snu". Jego dotychczasowe przygody wydają się dziecięcymi igraszkami, bo zbieg wielu okoliczności wplątuje go w intrygę, gdzie stawką będzie przeżycie. Mimo, że nie stara się nikogo ocalić (próbuje jedynie zachować integralność oraz niezależność), jakoś niechcący wychodzi, że od jego akcji zależeć będzie wiele istnień.

Rzecz zaczyna się stosunkowo niewinnie. W sieci pojawiają się wirusy wywołujące dosyć nieprzyjemne objawy. No dobrze - bardzo nieprzyjemne. Okej. W zasadzie zabijają ludzi. Ale na szczęście tylko "w zasadzie", bo atakują wyłącznie zoenetów i diginetów, którym realna śmierć nie grozi... Wszystko wygląda na wygłup niezrównoważonego hakera. Gdybyż była to prawda... ;)

Jak reagują ludzie na Twoje opowiadania? Ostatnio jeździsz wiele po różnorakich konwentach...

Najczęściej słyszę wypowiedzi: "przeczytałem / łam w półtora dnia / jeden dzień / jedną noc". Czasem (ci bardziej wymagający) zarzucają zbyt "dziennikarski" styl, chcieliby, żebym na jakiś temat bardziej się rozpisał.

Śmieszna przygoda spotkała mnie na Krakonie. Jeden z konwentowiczów, zachęcony moją prelekcją kupił tomik, usiadł w hallu, zaczął czytać... Czytał, czytał... czytał... Jak wyjeżdżałem, nadal siedział na ławce z nosem w książce. Krzyknąłem do niego "cześć!"... "Cześć!"... "Czeeeść!!!"... "CZEEEŚĆ!!!" i dopiero wtedy powrócił do realium. Zamrugał, uśmiechnął się, pożegnał mnie i z powrotem wskoczył w opowieść. Uznałem to za wspaniały komplement.

Natknąłem się też w sieci na blog, w którym autor pisze, że zaczął czytać "Gamedeca" nalewając wodę do wanny, z jedną nogą w wodzie. Czytał w tej pozycji... do trzeciej nad ranem. Oby więcej takich czytelników ;)

Co myślisz o aktualnej technice i technologicznym postępie? Jeszcze 30 lat temu chyba nikt nie przypuszczał, że królować będą komórki czy Internet. Czy myślisz, że przyszłość może być podobna do tej z Twych opowiadań?

Tak, 30 lat temu malowaliśmy latające domy i samochody. Sam malowałem. Szczęśliwych ludzi też.

Współczesny postęp techniczny jest o tyle interesujący, że steruje nim (i będzie sterował) pieniądz. Nowe telefony komórkowe (wręcz ich lawina) są nie tyle wynikiem fascynacji inżynierów nowymi możliwościami, co efektem walki o konsumenta. Misja na Marsa nie dlatego się odwleka, że człowiek przestał marzyć o gwiazdach, ale z tego powodu, że mało komu się opłaca. Opracowano technologie superszybkiego przygotowywania byle jakiego jedzenia nie z tej przyczyny, że jakiś geniusz postanowił pomóc głodującym w Afryce, ale po to, by łatwiej i szybciej napchać brzuchy sterowanym przez reklamy klientom. Techniki wpływania na ludzkie decyzje rozwinięto do poziomu nauki nie po to, by ludzie mniej się stresowali i dłużej żyli, ale w celu nakłonienia ich do zakupu takiego a nie innego proszku do prania.

Te przykre odkrycia zaćmiły moje dziecięce wizje technologicznego rozwoju ludzkości w kierunku dobra i piękna. W tomie II wyraźniej rysuję obraz techniki niż w tomie I. Mam wrażenie, że jest prawdopodobny. Owo narcystyczne przekonanie bierze się stąd, że nie uległem pokusie kreślenia pejzaży "równych". Moim zdaniem postęp odbywa się nierówno i jest nierówno widoczny. Dla przykładu, w erze atomowych okrętów podwodnych i takich zegarów, do mojej wsi dojeżdża zdezelowana kolej elektryczna, która notorycznie się spóźnia. W czasach tytanu i spieków węglikowych chodzimy po popękanych chodnikach (kiedyś na nierównej płycie w centrum Warszawy skręciłem kostkę). W czasach niebieskiego lasera kupujemy sprzęt do odsłuchiwania płyt CD, który się zacina, psuje i kiełbasi. W czasach wreszcie produkcji komórek macierzystych smarujemy zniszczone ręce wazeliną.

Kreacje wielu pisarzy kuleją właśnie w tym względzie: twórcy ustawiają technikę niczym żołnierzy w szeregu. Dzięki temu obraz jest spójny i niesłychanie logiczny, ale mało "ludzki".

Oprócz tej wiedzy dorzucam obserwacje socjologiczne i psychologiczne. Dlaczego na przykład tak mało w moim świecie urządzeń sterowanych myślą? Uważam, że człowiek jest zbyt leniwy, by odpowiednio wytresować potok myśli. Najłatwiej mu stuknąć w coś palcem. Głos wydobędzie wtedy, gdy stuknięcie będzie zbyt trudne lub skomplikowane. Jak na przykład jednym gestem poprosić o zmianę muzyki pod prysznicem na utwór "The Power of love" w wykonaniu Jennifer Rush? Łatwiej powiedzieć. Dlatego właśnie najczęściej w świecie gamedeca mamy do czynienia z operatywą "opuszkową", rzadziej głosową, a kazuistycznie myślową. Z drugiej strony wiadomo, że istnieje siła, która zmusi człowieka do wielu wyrzeczeń i niewygód. Taką mocą dysponuje moda. Dowody chodzą po ulicach - żeńskie z gargantuicznymi (i brzydkimi) dziobami butów, męskie dźwigające krok spodni pomiędzy kolanami (co przydaje im uroku bobasa noszącego w galotkach pełną pieluchę). Dlatego, jeśli przyjdzie trend (a przyjdzie), ludzie przestawią się na operatywę mentalną. Powodem znowu będą pieniądze.

Istnieje też typowo ludzka podejrzliwość i dążenie do niezależności. Dlatego właśnie konsumenci wciąż wolą okulary i soczewki a nie walktele i omniki, które mogłyby generować obraz bezpośrednio w mózgu. W ludziach końca XXII wieku urządzenia takie wciąż wzbudzają niepokój. Rzecz się zmieni. Za jakiś czas, gdy zmienią się ludzie.

Reasumując, to, że coś jest możliwe, nie oznacza wcale, że klienci będą chcieli to kupić. To, że coś jest możliwe, nie oznacza, że będzie się opłacało. Te dwa czynniki decydują o istnieniu bądź nie przedmiotów w cywilizowanym świecie. Ostatni przykład potwierdzający tę tezę: po naszych ulicach już od dawna mogłyby jeździć wyłącznie samochody niewpuszczające za kierownicę ludzi pod wpływem alkoholu, ustawiające blokadę prędkości w zależności od terenu, wyposażone w HUD'y, radary, automatykę chroniącą przed wypadkami, zaśnięciem kierowcy, zasłaniąjącą go przed urazami, ratującą w przypadku dachowania, wodowania, ewakuującą w beznadziejnych kolizjach. Dlaczego nie widzę wyłącznie takich bryk? Przecież współczesna technika to umożliwia! Odpowiedź jest prosta: z jednej strony są "niewygodne" dla klienta, z drugiej - dla producenta. I tak oto, dzięki ludzkiej naturze, po drogach wciąż poruszają się wozy zawodne, niezbyt bezpieczne, nierzadko z nierozsądnymi kierowcami dzierżącymi manipulator (czytaj: kierownicę).

Czy świat będzie podobny do moich wizji? Dla mnie to niemal pewnik. W płaszczyźnie wyobraźni. Czy jest w czymś gorsza od płaszczyzny realnej?

Czy nie czujesz się w jakiś sposób prekursorem nowego typu opowieści, w których główną tematyką są gry komputerowe?

O, doskonałe pytanie ;) Czuję się. Torkil nie jest hakerem (o hakerach trochę powieści było), nie jest programistą (Neo był programistą na przykład), nie jest też crackerem, spamerem, lamerem czy innym "erem". Jest gamedekiem - czyli przede wszystkim GRACZEM. Na drugim miejscu - detektywem, ale też nie takim jak Marlowe czy Holmes. To po części psycholog. Po prostu gamedec. Gamedec zarabia w grach i wokół gier. A gry to podstawowa rozrywka w XXII wieku. Myślałem nawet, czy nie wylansować nowej nazwy takiej literatury: "game-fiction" czy coś w tym rodzaju. Ale chyba nie warto mnożyć bytów. Zresztą... świat gamedeca będzie się nieustannie zmieniał.

Jakbyś zareagował na to, żeby polscy filmowcy zechcieliby przenieść twoje opowiadania na ekrany TV w postaci serialu?

Och, oczywiście powiedziałbym "tak", o ile reżyserem byłby Ridley Scott, a serial oglądałoby się ciurkiem w kinie przez circa dwie i pół godziny ;) To oczywiście żart.

Mam wrażenie, że polskie filmy robi często... - może się mylę, jeśli tak, to gorąco przepraszam i co złego to nie ja - ...banda patałachów. Aha i jeszcze... - i znowu strasznie przepraszam, jeśli błądzę - ...złodziei. Omal bym zapomniał o... - ojej, może to wszystko tylko nieporozumienie - ...darmozjadach. Efekty pracy tych wszystkich jakże ambitnych ludzi można było podziwiać przy okazji telewizyjnego Wiedźmina. Oglądałem ten serial z bardzo mieszanymi uczuciami. Mam wrażenie, że mógłby zachęcić widzów do lektury... gdyby był lepszy. Tymczasem - zdaje się - zrobił coś wręcz odwrotnego.

Tak więc chętnie zobaczyłbym produkcję polskiego serialu opartego na opowiadaniach o gamedecu pod warunkiem zatrudnienia Staszka Mąderka, Tomka Bagińskiego i innych prawdziwie utalentowanych twórców, oraz wyrzucenia wszystkich ludzi niepotrzebnych, przeszkadzających i tych, którym wydaje się, że mają coś do powiedzenia, a nie mają.

I pod warunkiem przyznania mi absolutnego prawa veta ;)

I wtedy powstałby taki serial, że proszę siadać.

Jakieś plany na przyszłość?

Tworzę część III pt. "Gamedec. Zabaweczki". Mam wrażenie, że będzie lepsza od dwóch poprzednich odsłon. W głowie powstają pomysły do części IV. Mam nadzieję, że czytelnicy zaakceptują i pokochają kierunek przemian w świecie Torkila, tak, jak zrobiłem to ja. Czy tak będzie - czas pokaże.

Wielkie dzięki za wywiad

Bardzo dziękuję. Życzę portalowi i jego twórcom sukcesów.

Grafika: Marcin Przybyłek, Marcin Jakubowski, Marek Okoń, Robert Letkiewicz.
Wykorzystano grafiki Tomasza Piorunowskiego, Marcina Trojanowskiego i Tomasza Marońskiego.
Webmasterzy: Lafcadio, wiesniak
Zaginiona Biblioteka Valkiria Network: Lepsza Rzeczywistość Tawerna RPG Kawerna Kroniki Fallathanu - Najlepszy MMORPG Tekstowy Tomb Raider Center superNOWA Zakon Assassin's Creed Gram.pl GrajWGry Bruno Grigori video game walkthrough Game-No1 Keno Szósty sposób - blog Andrzeja Zimniaka Wawrzyniec Podrzucki
Strona po polsku   Site in english