Archiwum z Maj 2010

Pierwszy tom

poniedziałek, 31 Maj 2010

Po pierwszym opowiadaniu Nowa Fantastyka publikowała następne: „Zawodowiec”, „Syndrom Adelheima”, „Polowanie”… W sumie pięć. Był to swoisty rekord. Gdzieniegdzie pojawiały się stwierdzenia, że jestem „pupilem Parowskiego”. Wkrótce miałem dziesięć tekstów i zorientowałem się, że stanowią materiał na książkę. Był tego świadomy też Maciek i stwierdził, że chce je wydać. Razem z Nową Fantastyką oczywiście. W owym jednak czasie (być może też teraz) pismo, wskutek jakichś dżentelmeńskich układów, nie publikowało książek. Mogło natomiast spróbować wejść w kooperację i w ten sposób tom stworzyć. Maciek poprosił, żebym nie szedł z materiałem do SuperNOWEJ czy Fabryki Słów, żebym poczekał. Czekałem pół roku. W końcu, po wielu rozmowach i perturbacjach, zapytałem: „Maciek, już?” Maciek, nieco zrezygnowany (bo nie udało się), odparł „tak”, jakby wypuszczał z ręki jakiś (może nie największy, ale jednak) skarb. Nie bardzo wiedziałem, o co mu chodzi, ale dowiedziałem się wkrótce.

Nie miałem wątpliwości: chciałem, żeby wydała mnie SuperNOWA. Miałem bardzo dobre skojarzenia z tym wydawnictwem, ceniłem ich za staranność, dobór tekstów, świetnie pomyślane, białe okładki. Umówiłem się na spotkanie i przygotowałem autopromocyjne teksty: „warto wydać, to cyberpunk”, „Warszawa przyszłości”, „połączenie s-f i filozofii, ale w lekkim stylu” itd. Tymczasem przekroczyłem próg… i otoczyli mnie sami mili ludzie. Danka Górska (redaktorka, tłumaczka), Mirek Kowalski (redaktor naczelny), Marzenka Kłos (lokomotywa wydawnictwa). Usadzili, dali herbaty, ciasteczkiem poczęstowali i powiedzieli, że wydadzą, zanim pisnąłem słówko! Uprzedzili, że nie wypada się kontaktować z konkurencją, bo to w środowisku nie jest przyjęte. „Ale jak chcecie mnie wydać, skoro nie czytaliście pozostałych opowiadań”, spytałem. „Przeczytamy w ciągu trzech dni i damy odpowiedź”. Po wizycie, nieco oszołomiony, zadzwoniłem do Maćka: „Rzeczywiście tak jest, że jak uderza się do jednego wydawcy, to nie dzwoni się do drugiego?”, „Tak, nie obstawia się dwóch koni. To nie jest przyjęte w środowisku”. Okej, jak Maciek tak mówi, znaczy prawda. Za trzy dni, tak jak obiecali, zadzwonili. Zanim książka została złożona, napisałem jeszcze dwa opowiadania, i tak doszło do wydania pierwszego tomu gamedeka, czyli „Granicy rzeczywistości”. Książka pojawiła się na półkach księgarskich w maju roku 2004.

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)

Jak to się zaczęło

wtorek, 25 Maj 2010

Przełom wiosny i lata 2002. Spaceruję wśród chotomowskich łąk. Patrzę w niebo i myślę, co zrobić, żeby pokazać gry jako coś więcej niż tylko rozrywkę. Wpadam na pomysł gierczanego detektywa. Wymyślam nazwę jego profesji, znajduję imię, tworzę nazwisko. W tym czasie jestem zafascynowany narracją z gry Archimedean Dynasty. Głos Emeralda “Dead Eye” Flynta mam nagrany na kasecie i często słucham go w samochodzie. Zamiast muzyki. Podoba mi się nostalgiczna nuta intra. Dead Eye ponosi klęskę i zastanawia się, dlaczego. Stwierdzam, że takie musi być pierwsze opowiadanie o gamedeku. Ma mówić o porażce. Fiasko jest romantyczne, pogłębiające. Sukces, dla kontrastu, powoduje płytką radość i niewiele uczy. Torkil ma zawieść. Przechadzam się po domu cały dzień i w głowie konstruuję fabułę. Tak mijają dwie – trzy doby. Żona obserwuje mnie zdziwiona. Potem piszę “Małpią pułapkę” w ciągu jednego dnia, prosząc Anię, żeby mi nie przeszkadzała. Poprawiam tekst kilka razy, a następnie, na fali, popełniam “Błędne koło”, pracując w podobnym rytmie. Wysyłam oba opowiadania do Nowej Fantastyki i do pisma Science Fiction. Za trzy dni dzwoni do mnie Maciek Parowski. Po raz pierwszy słyszę jego pośpieszny słowotok: “Wydrukujemy, to jest interesujące, mam co prawda kolejkę, ale niewielką, wydrukujemy.” Kilka dni później spotykam się z nim pod starą siedzibą pisma. “Który jesteś rocznik?”, pyta. “68″, odpowiadam. “To dobrze, to dobrze, bo po 70 to już dzieci”, odpowiada i śmieje się. Od razu wzbudza sympatię. Wchodzimy do redakcji. To bardzo duże mieszkanie w kamienicy. Sterty papierów. Uśmiechnięci ludzie. Maciek przedstawia mnie każdej osobie traktując z wielką rewerencją. Jestem zdumiony. “Autor” – mówi o mnie pokazując kolegom i koleżankom. Zbliżamy się do Marka Oramusa. “To jest Marcin Przybyłek, spec od gier komputerowych”, mówi Maciek. Marek patrzy z uśmiechem “O, specjalista od tej dziedziny na pewno nam się przyda”.

Pamiętam tę wizytę do dzisiaj, z oczywistych względów. Przyjęto mnie niemal z honorami, chociaż nie byłem jeszcze nawet debiutantem. W listopadzie 2002 Nowa Fantastyka opublikowała “Małpią pułapkę”. Science Fiction w ogóle nie odpowiedziało…

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 8.3/10 (3 votes cast)