Archiwum z Wrzesień 2010

Szacunek

czwartek, 30 Wrzesień 2010
***
Zawsze miałem kłopoty ze zrozumieniem tego pojęcia. Jest ono dość często używane, sporo argumentacji opartych jest na tym, że szacunek się okazuje (bądź wręcz przeciwnie) w taki bądź inny sposób. Wiem, co znaczy szanować zieleń, czyjś czas czy pracę: „nie psuj czyjegoś wysiłku”. W odniesieniu stricte do ludzi szacunek rozumiem: „nie mieszaj się w czyjeś sprawy, nie niszcz czyjegoś dorobku, daj żyć w spokoju”. Jeśli to poprawne rozumowanie, to wolę słowo „akceptacja”.
.
Jak wspomniałem, są przykłady użycia tego terminu, gdzie mam poważne trudności. Chociażby to: „ubiorem dopasowanym do uroczystości okazujemy szacunek zaproszonym gościom / gospodarzom / kolegom / koleżankom”. Jestem w kropce. Bo jakim cudem ubiór świadczy o szacunku? Czy człowiek ubrany w ładny garnitur, takąż koszulę, cudny krawat tudzież błyszczące buty koniecznie szanuje pana X’a czy panią Y obecnych na przyjęciu? Goddamit, nie! On jest tylko ładnie ubrany, a rzeczonych X’ów i Y’czki może mieć w głębokiej pogardzie! Jakże można zakładać, że ubiór – składający się z martwych włókien zawój okrywający naszą nagość – może cokolwiek komunikować, zwłaszcza tak enigmatyczne pojęcie jak szacunek?
.
Mówi się też, że przychodząc punktualnie na spotkanie okazujemy rzeczone coś na „sz” ludziom, z którymi mamy rozmawiać. I ponownie szumią mi w mózgu tryby, bo nijak nie mogę pojąć, dlaczego punktualne przybycie jest komunikatem „szanuję cię”. Pojawienie się na czas oznacza tyle, że zależało nam na tym i w dodatku się udało (to nie zawsze idzie w parze), ale w żadnym przypadku nie jest jednoznaczne z tym, że szanujemy tych, z którymi się spotykamy. Może być dokładnie odwrotnie: możemy ich nie cierpieć, nie lubić, uważać za złodziei. Dlaczego przyszliśmy na czas? Bo na przykład liczyliśmy na intratny układ biznesowy. Ot i wszystko.
.
Mówią członkowie pewnych subkultur: „szacun” widząc fajne dresy, albo „wypasioną” brykę. Co w ich ustach oznacza to słowo? Chyba mniej więcej: „w moich oczach stałeś się osobą o wyższym prestiżu”. Czym, u licha, jest prestiż, to kolejna piramidalna zagadka. Może jest to „wysoki szczebel na drabinie snobistycznej hierarchii”?
.
Nakaz kulturowo religijny mówi „szanuj ojca i matkę swoją”. To także kuriozum, bo kojarzy się z przymusem posłuszeństwa wobec opiekunów niezależnie od tego, czy są ludźmi rozumnymi czy nie. Sam fakt ich biologicznego rodzicielstwa ustawia hierarchię i kierunek podległości. Przemoc jak złoto.
.
Ile razy słyszę „szacunek” przypominają mi się filmy o mafii i mafiosach, dla których słowo „respect” ma wyjątkową wartość. Dlaczego? Bo mają nadzwyczaj wielkie kompleksy na punkcie ego. Tak wielkie, że wystarczy drobna prowokacja, nawet żart, by wyciągali urządzenia miotające drobiny ołowiu i częstowali owymi okruchami hojnie i entuzjastycznie. „Respect” w tych obrazach jest tak cenny i wrażliwy na zarysowania, że staje się centralną kategorią, istnym skarbem skrzętnie okrywanym i hołubionym przez nawet największych drani.
.
Homer też pisał o szacunku, tyle, że on nie owijał w bawełnę. Nazywał go „lękliwym podziwem” i to określenie – w przeciwieństwie do poprzedniego – bez problemu rozumiem. Boję się czyjejś siły, oceny, podziwiam go, kolana się uginają, szacun, myślę, tak, to uczucie – dość podłej natury – znam i raczej się go wstydzę. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego dla niektórych jest ono wartościowe.
.
Wydaje mi się, że stosowne ubranie, czy punktualność to po prostu dopasowanie się, adaptacja do panujących w danym społeczeństwie norm społecznych, nazywane także grzecznością. Adaptacja nie jest jakąś cnotą, to raczej dyktowana instynktem samozachowawczym tendencja do bycia adekwatnym wobec grupy. Mafijny szacun to homerycki lękliwy podziw plus snobistyczny prestiż. Dziecięce posłuszeństwo wobec rodziców niezależnie od sensowności ich postaw jest przemocą wobec młodszych zawoalowaną w słowo zawarte w temacie tej wypowiedzi.
.
Czym więc byłby ten zwykły, normalny szacunek, słowo, jak mi się wydaje, stworzone nieco na wyrost? To chyba akceptacja i wrażliwość na czyjeś życie.
.
Akceptacja i wrażliwość. Czy nie są to ładniejsze określenia?
VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Piekło

niedziela, 19 Wrzesień 2010
***
Są ludzie, którzy wiecznie czekają. Czekają na szczęście rodzinne, na uznanie ze strony przyjaciół lub znawców, na sukces, pieniądze, święty spokój, miłość, szaleństwo, niektórzy czekają, aż uda im się skonstruować wynalazek życia, są tacy, którzy mają nadzieję na schudnięcie / przytycie (tak, są tacy), ewentualnie na wejście na rynek cudownego kremu likwidującego zmarszczki. Potrzeby człowieka, w sposób naturalny sprzęgnięte z jego marzeniami, stanowią główne ognisko motywacji. To dlatego, że ktoś czegoś potrzebuje, że o czymś marzy, w ogóle chce mu się wstawać rano z łóżka. Bo wciąż czeka. Problem pojawia się wtedy, gdy tęsknota trwa za długo, jest zbyt bolesna, kiedy czekanie przyciąga czarne chmury i świat przybiera barwy popiołu. Bo nic już się nie liczy, nic nie jest ważne, tylko czekanie.
.
Znam starego człowieka, który odkąd pamiętam, marzył o rodzinie wielopokoleniowej, w której byłby nestorem. Doczekał się dzieci, nawet wnuków. Ale że miał ciężki charakter, w pewnym momencie wszyscy się od niego odwrócili. Wciąż żyje i wciąż wypatruje oczy, coraz bardziej zgorzkniały, coraz odleglejszy od powszechnie akceptowalnej normy.
.
Znam starą kobietę, która marzyła o rodzinnym szczęściu, o tym, żeby wszyscy byli zadowoleni, żeby się kochali: rodzeństwo, rodzice, dzieci, młodzi i starzy. Przez rodzinne animozje, niemożliwe do załagodzenia konflikty, niezgodności charakterów, jej wyczekiwanie wciąż się przedłuża. I prawdopodobnie nie znajdzie zadośćuczynienia.
.
Znam dzieci, które marzą o wiecznej zabawie, o niekończących się atrakcjach, o radości trwającej dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ich marzenia zawsze kończą się płaczem, bo z końcem dnia energia siada, pojawia się zmęczenie, a za nim czysto organiczny smutek i rozczarowanie.
.
Znam człowieka, który czeka na uznanie czytelników, na popularność i sławę, wydaje kolejne książki i dziwi się, dlaczego wciąż jest tak mało rozpoznawalny. I cierpi.
.
Kiedy o tym rozmyślałem spacerując pośród chotomowskich łąk, przypomniałem sobie przysłowie o piekle: to miejsce, w którym karą jest CZEKANIE. Wpadła mi wtedy do głowy przewrotna myśl: NASZ ŚWIAT JEST PIEKŁEM, tylko nikt nam o tym nie powiedział. I w sumie chyba słusznie, bo po co psuć niespodziankę. Piekłem są powszechne tęsknoty, niezrealizowane potrzeby, nieukojone oczekiwania. Chcę mieć telewizor 3D, konsolę PS3, lepszy laptop, większy samochód, chcę być kochany, uznany, popularny, sławny, nagradzany, potrzeby piętrzą się, marzenia nas przygniatają, ciągle czekamy.
.
Jest wiele biografii ludzi, którzy się nie doczekali. Czekanie złamało im życie, naznaczyło szarym piętnem. Czy warto tęsknić, jeśli nasze pragnienia mogą nigdy się nie spełnić? Czy czekalibyśmy znając przyszłość? Może lepiej zacząć cieszyć się chwilą obecną, tym, co jest tu i teraz, nawet przemijaniem? Czy nie mają racji buddyści, że potrzeby i tęsknoty są więzieniem duszy? Z pewnością ich sposób myślenia jest jakimś rozwiązaniem, ale gdyby realnie ktoś pozbawił się potrzeb, czy by się rozwijał?
VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)