Archiwum z Lipiec 2017

Czwarty fragment powieści “Orzeł Biały 2″

sobota, 8 Lipiec 2017

Tym razem coś… słodkiego :)

Wieczorem pokuśtykali do Bociana. Zanim tam doszli, odwiedzili (obowiązkowo) Jolę Tkaczyk i jej pączki, przyjęli do wiadomości, że „Pan Godryk” wciąż nie wrócił, poznali z Jolą Kubalę, Grabonia, Siekierzyńskiego i Podgórską, zanotowali, że pani porucznik ze zwierzęcą łapczywością pożarła cztery pączki (o jednego więcej niż Samul), wyborowy maśli się sowimi oczami do uroczej kelnereczki, a Kubala bezczelnie pyta, czy nie ma czegoś z czekoladą, jakby nie wiedział, że to towar stuprocentowo deficytowy.

- Pojebało cię? – spytał szeptem, acz uprzejmie, Mardok, przysuwając się do Mariusza.

Ten spojrzał na adiutanta jasnymi oczami, jakby nie rozumiejąc pytania:

- Ale przecież wyroby czekoladopodobne są całkiem całkiem.

- To pytaj o czekoladopodobne, a nie czekoladę. Zobacz, jak się zarumieniła.

- A, sory. Czekoladopodobne są?

Kelnerka przekazała tacę nieco zdezorientowanemu Siekierzyńskiemu, tym bardziej skołowanemu, że dziewczyna słodko i niedwuznacznie się do niego uśmiechnęła, i zniknęła w cukierni.

- I się obraziła – skwitował Flaszka.

Ale nie, za chwilę wyszła z papierowym talerzykiem obciążonym murzynkiem.

- Proszę, sierżancie. – powiedziała podając mu słodycz.

- Zapłacę – odparł Kubala przyjmując poczęstunek i sięgając do kieszeni.

- Ależ nie – powiedziała Tkaczyk.

- Ależ tak – uparł się sierżant, wyciągając banknoty.

- Nie, nie – pokręciła głową kelnerka.

- Mogę go pierdolnąć? – spytał Mardok Orłowskiego, ale ten był tak zafascynowany panią porucznik pożerającą piątego pączka, że niczego nie widział i niczego nie słyszał. Powiedział tylko zdławionym głosem:

- No, kurwa, Gollum…

Tymczasem do Anny Podgórskiej podsunęła się Zdzira i z nieukrywaną zazdrością zlustrowała jej szczupłe ciało.

- Gdzie ty to wszystko mieścisz? – spytała szeptem.

- Co? – odparła motocyklistka, zbyt skoncentrowana na jedzeniu, by zrozumieć, co się do niej mówi.

- No… metabolizm…

- A, no muszę jeść, muszę, bo jak się czuję nienajedzona, to jestem słaba…

- Aha – odparła Frenkiel rozumiejąc, że akt żucia odbiera pani porucznik zdolność logicznego myślenia.

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Trzeci fragment powieści “Orzeł Biały 2″

poniedziałek, 3 Lipiec 2017

Drodzy czytelnicy! Upraszacie o kolejne fragmenty powieści i oto Waszym prośbom stało się zadość :) . Czasami macie prośby konkretne: chcecie, żebym wrzucił ustęp o danym bohaterze / danej bohaterce, czy wręcz pojeździe, a nie zawsze jest to możliwe, bo albo wskazany fragment uważam za zbyt mocny, żeby go od razu ujawniać, albo okazuje się, że całostka, którą mógłbym wrzucić, zbyt dużo zdradzi. Pozostają więc fragmenty na tyle neutralne, by niczego nie zaspoilowały, a i radość dały. Oto, jak mniemam, jeden z nich. Miłej lektury :) .

Sierżanci Piotruś i Wojtuś Swatowscy znani byli znani lepiej jako Diabeł and Mojżesz i trochę tak wyglądali. Piotruś miał wesołe spojrzenie ciemnych oczu, czarny zarost, gębę ostro ciosaną i uśmiechniętą, Wojtuś za to czuprynę, chociaż ciemną, zawsze miał zmierzwioną, przy uszach kręciły się bokobrody, brwi posiadał gęste, a spojrzenie ciężkie. Istny święty. Jak zaś wyglądał sierżant Jacenty Gdaniec, ktoś mógłby zapytać? Wielki, zwalisty, z siwą bródką i inteligentnym spojrzeniem i cieniem uśmiechu na ustach. Co ta trójka zaś miała ze sobą wspólnego? Ano jechała samobieżną haubicą typu Jaryło pomalowaną w leśny, cyfrowy kamuflarz do Legionowa, przy czym Jacenty prowadził, a Diabeł and Mojżesz grzali gęby w porannym słońcu siedząc w górnych włazach, bo pierwszy był celowniczym, a drugi ładowniczym. Jechali z niemałym łoskotem, co pasowało do pojazdu ochrzczonego jako „Gejtofhell” i humory mieli wyśmienite, oto bowiem mieli dostąpić zaszczytu zasilenia słynnego batalionu Orzeł Biały. W bramie jednostki senni strażnicy przepuścili ich, gdy pokazali przepustki, a dalej przywitała ich pustka i cisza, bo było jeszcze wcześnie, przed pobudką i poranną zaprawą.

- I co, Wojtuś? – odezwał się Piotruś – fajno będzie?

- No fajno, he, he… – Wojtuś był nie do końca rozgarnięty i czasami się zacinał na „he, he”.

- Inteligenci – odezwał się przez interkom Jacenty – dokąd teraz?

Mojżesz rozejrzał się. Na prawo kryły się w porannym cieniu wielkie hangary i park maszynowy, na lewo zaś budynki mieszkalne i logistyczne odbijały różowe światło Jutrzenki.

- A bo ja wiem? – Diabeł wciągnął w nozdrza zapach rosy. – Tu gdzieś niby miały być maszyny batalionu, ale nie widzę…

- Podjedź dalej, Jacuś – poprosił Wojtuś.

- Dobrze, Mojżeszku.

- Dziękuję, Jacusiu.

I Gejtofhell potoczył się przy basowym pomruku silnika i do taktu dygoczącego gruntu. Minęło Jaryło hangary i nagle do uszu Piotrusia doszło jakby gdaknięcie diesla.

- Oj, coś słyszę, Jacusiu, możesz się zatrzymać? – poprosił.

- Oczywiście, Diabełku, już stoję.

Działo zaryło w beton twardymi gąsienicami, podniósł się obłoczek pyłu spod lewej i prawej burty pojazdu, a Wojtuś, Piotruś i Jacuś zaczęli się rozglądać po pustym placu, strzygąc uszami.

- Łojerumpajtasz, uciekajmy!!! – wrzasnął Diabeł, gdy nagle wrota znajdującego się po prawej stronie hangaru otworzyły się i, niczym wygłodniałe zwierzęta w rzymskim cyrku, wypadły z niego ze straszliwym graniem dieslowych silników Swaróg i Dażbog, za nimi zaś wielki Tur, a obok niego zgrzytający gąsienicami Mech.

Jacenty natychmiast wrzucił wsteczny, samobieżne działo zachwiało się i zgrzytając po nawierzchni jakby oblodzonymi stalowymi ogniwami wycofało się w ostatniej chwili, a olbrzymy minęły je z rykiem silników, błyskając matowym polerem leśnego kamuflażu i okrywając obłokiem pyłu. Dalej toczyły się z jazgotem twardych kół Mor, Lubawa i Marzanna, obok nich zaś biegł wesoło Zbrojowiec, popijając Rłokieta. Dostrzeł ich i wesoło zamachał:

- A, Jaryło wreszcie przybyło!

- No… – próbował odpowiedzieć Piotruś, ale Samul mu przerwał:

- Widzę wasze głupie ryło!

- Już go lubię – oznajmił Jacenty.

- Wasz major zaraz do was wskoczy, tylko was zoczy! – zapewnił woj i nie zwalniając, rozejrzał się.

- Samul do Rujewita, przybyło Jaryło – żołnierz odziany w Trojana był nadzwyczaj zadowolony ze swoich rymów.

Dopił Pałerdrinka, zakręcił butelką jak rewolwerowiec coltem i osadził pustą butlę w pochwie wyglądającej jak kowbojska kabura. Obok niej spoczywała jeszcze jedna pełna flasza.

- Za dużo Rłokieta z rana jak śmietana – uśmiechnął się nieco nieprzytomnie – i trochę mi odwala, sory – machnął do nich ciężką łapą i wywinął salto, co, jak twierdzą niektórzy, w Trojanie jest niemożliwe.

Ledwie jego stopy grzmotnęły w grunt, z obłoku kurzu, który gęstaniał z każdym przejeżdżającym pojazdem, wyłonił się trójkołowiec, na którym oprócz porucznik Anny Podgórskiej, Jarosława Krawczyka i Jastrzębia, siedział, co warto zaznaczyć, z a  p a n i ą  p o r u c z n i k,  major Siekierzyński.

Motocyklistka podjechała ostro tuż pod burtę Jaryła i gwałtownie zahamowała, a Rujewit zachwiał się na amortyzatorach.

- Pana bryka, majorze? – spytała wskazując haubicę.

- Tak, moja i moje chłopaki – odparł Witek, jakoś nie kwapiąc się, by zsiąść z Rujewita.

Diabeł stuknął w bok Mojżesza wskazując, jak ciasno miednica ich dowódcy była przytulona do wypiętych pośladków pani porucznik. Zaczęli chichotać, a słysząc to, Jacenty aż wychynął z włazu.

- No! – mlasnął z ukontentowaniem, błyskawicznie zorientowawszy się, w czym rzecz.

- Co no? – odparł major i rozstał się z siedziskiem, nie tylko tym należącym do trójkołowca.

- Dzień dobry panie majorze! – zawrzaśli pancerniacy i pomogli dowódcy wdrapać się na pancerz.

- Dzień dobry, załogo! – odparł wesoło Witek. – Do przodu! Za Lubawą! Obok Marzanny! – spojrzał na Gollumkę – dziękuję za podwózkę, pani porucznik!

- Do usług, panie majorze.

Wymienili szczere uśmiechy, a Piotruś znowu stuknął Mojżesza w bok.

- Nie stukać mi się tu, tylko na stanowiska! – zaordynował Witek, pochylając głowę, gdy jeden z czeterch dronów szybujących na niskim pułapie przemknął nad jego czarną głową, a tuż za nimi przetoczył się niczym grom, Perun. – Już kurz za nimi opada! – wskazał oddalającą się kolumnę pojazdów.

- Tajest! – zawrzaśli komilitoni i Gejtofhell ruszył z rykiem silnika.

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)