Prehistoria ubezpieczeń

Druga część “Antyporadnika” pod roboczym tytułem “Do góry nogami. Wywrotnik” wciąż jest nieopublikowana. Wydawnictwo Literackie, jedyne, do jakiego rzecz wysłałem, raczej tekstu nie przeczytało, ale i tak nie wyda, nie mam czasu rozglądać się za inną oficyną… Tymczasem zamieszczam fragment tej książki. Chodzi o prehistorię firm ubezpieczeniowych. Oczywiście ubezpieczeń nie wymyśliło dwóch Szkotów w trosce o wdowy po księżach. Wymyślono je dużo wcześniej ;)

***

Skąd się wzięły ubezpieczenia? Z pewnością jeszcze z czasów jaskiniowych.

A było to tak. Jeden jaskiniowiec (nazwijmy go… Skałogryz) był tak leniwy, że w jego plemieniu żartowano, iż prędzej zje kamień niż pójdzie na polowanie. Skałogryz nie był jednak głupi, tylko leniwy. Postanowił pokombinować, jakby tu zarobić nie pracując. Gdy obserwował ziomków, zauważył, że od czasu do czasu któryś z mężczyzn nie wraca z polowania. Czasy do najbezpieczniejszych nie należały: a to mamut ciosem przydusił, a to tygrys szablastozębny kłem przeorał, a to wreszcie człowiek zeżarł coś niejadalnego, no, przyczyn zgonów było sporo. Rodziny takich nieszczęśników nie miały lekko. Owszem, plemię się nimi jako tako opiekowało, ale było to raczej żebracze życie. Skałogryz policzył, co trzeba, policzywszy stwierdził, że wszystko się zgadza i poszedł do jaskini najgłupszego członka plemienia, Tęgoryjca:

- Tęgoryjcu, często chodzisz na polowania?- spytał.

- Ano często – odparł ziom drapiąc się po gęstej czuprynie.

- A ile masz żon i dzieci?

- Ze czter… – Tu Tęgoryjec się stropił, bo liczyć nie bardzo umiał.

Skałogryz postanowił go wyręczyć:

- Czekaj, widzę, że masz głowę przeciążoną… No tak. Cztery żony i dwanaścioro dzieci. Sporo, co?

- No.

- A nie myślałeś, co by było, gdybyś kiedyś nie wrócił z polowania?

- Niby dlaczego?

- No, bo wąż by cię użarł, albo guziec pokąsał…

- Nie myślałem.

Skałogryz uśmiechnął się chytrze:

- A powinieneś! Bo jeśli nie wrócisz, to co będzie z twoją rodziną?

- Bieda.

- Roztropnie to wykoncypowałeś, mości Tęgoryjcu. I kto im wtedy pomoże?

- W zasadzie… niby plemię, a po prawdzie to nikt.

- Coś tam dostaną, jakieś ochłapy, ale czy to miłe życie?

Tęgoryjec pokręcił pustą głową.

- No właśnie – udał zatroskanie Skałogryz. – Spójrz na żony i dzieci Fajfusa, który dwa sezony temu padł przygnieciony skałą, którą zrzucaliśmy na mamuta…

- No! – rozochocił się Tęgoryjec – to było fajne!

Przez chwilę obaj chichotali wspominając śmieszne zdarzenie, a gdy się uspokoili, Skałogryz ciągnął dalej:

- Teraz jego żony takie wcale nie okrągłe są, tylko kanciaste, a i dzieci szczapowate.

- No.

- Żal patrzeć, czyż nie?

- No.

- A ty możesz swojej rodzinie zrobić to samo z polowania nie wracając.

Tęgoryjec nie na żarty się zasmucił.

- I co robić? – udał bezradność Skałogryz. – Czekaj! Mam pomysł! Pomogę ci!

- Że niby jak?

- Zaopiekuję się twoją rodziną!

- Niby kiedy?

- Jak cię szlag trafi!

- A trafi?

- Nigdy nie wiadomo, wypadki się zdarzają. Lepiej założyć, że tak.

- Lepiej co?

Skałogryz zignorował pytanie Tęgoryjca i kontynuował:

- Ja będę twoim przyjacielem i gdyby coś ci się stało, wezmę na siebie wielki ciężar opiekowania się twoją rodziną.

- Jesteś wielki – rozrzewnił się Tęgoryjec – zawsze uważałem cię za darmozjada i moczymordę, ale widzę, że się myliłem.

I uścisnęli się na dinozaura.

- Ale wiesz – stropił się Skałogryz – to dość kosztowna sprawa. Taka opieka.

- No – przytaknął skwapliwie Tęgoryjec.

- I zobowiązanie na całe życie – dodał Skałogryz.

- Tak jakby.

- To ja sam nie dam jednak rady…

- Ojej – zasmucił się Tęgoryjec.

- …Chyba że, dopóki będziesz żył, będziesz mi dawać, w razie jeśli zginiesz, rozumiesz, z każdego polowania jeden cios mamuta.

- Że jak?

- To proste. Za każdym razem, gdy wrócisz z łowów, przyniesiesz do mojej jaskini jeden cios mamuta. Ja będę je magazynował. Będą one stanowiły zabezpieczenie twojej rodziny w razie, gdyby coś ci się przydarzyło.

- W sensie, że co?

- Będę zbierał te ciosy, i powiedzmy, jeśli coś ci się stanie za sezon, czy dwa, będę miał ich już, załóżmy, czterdzieści. Będę je wtedy wymieniał stopniowo i korzystnie na targowisku w sąsiednim plemieniu i tak zapewnię życie twojej rodzinie przez długie lata!

- Ojej, genialny pomysł!

- Ba, wszystko dla przyjaźni!

- Daj pyska! Ale czekaj, a co będzie, jak się skończą te ciosy?

- Jakoś sobie poradzę.

- Słuchaj, a może namów na taką współpracę Wyrwizęba, Lędźwiodrapa i Kaczochoda? Nigdy nie wiadomo, który z nas padnie, może żaden? Dzięki temu będziesz miał więcej ciosów i będziesz bardziej wypłacalny!

W tym momencie Skałogryz przysiągł sobie, że nigdy już nie nazwie Tęgoryjca głupkiem. Ubrane w skóry anielice zatrąbiły w kościane trąby nad jego głową. Wreszcie znalazł sposób szybkiego i bezbolesnego zarobku.

- Czekaj – wyrwał go z błogiego zamyślenia Tęgoryjec – a co będzie z całym tym bogactwem, jak nikt z nas nie wykituje? Tak do końca będziesz je gromadził?

Tu spojrzał na Skałogryza tym samym wzrokiem, jakim trzy sezony temu zmierzył biednego Łapidrąga, zanim maczugą wbił go w ziemię.

- Ależ Tęgoryjku kochany, to jest ryzyko zawodowe! A co będzie, jak wszyscy trzej wykopyrtniecie, bo jakiś mamut postanowi umościć sobie z was gniazdo? Ja też ryzykuję, i to więcej niż wy! Wiecie, ile teraz będę miał nerwów? Po nocach nie będę spał! Z troski o was, oczywiście.

- Hm – Tęgoryjec naburmuszył się, ściągnął krzaczaste brwi i po chwili milczenia mruknął – co racja to racja.

- Słuchaj, to ponieważ już to ustaliliśmy…

- Co?

- No to, że będę się opiekował twoją rodziną, że będę ją… nie, ciebie… o, już wiem, jak to nazwać: ubezpieczał, to zgódźmy się też, że jako obecny twój największy opiekun, zatroszczę się o twoje zdrowie na polowaniach. To ważne, czyż nie?

- No tak.

- Przyrzeknij mi, że od tej pory nigdy nie zbliżysz się bardziej niż na dwadzieścia kroków do mamuta.

- Jak to?

- Bliżej jest niebezpiecznie, prawda? Pamiętasz Robiplacka?

- A no. To było śmieszne!

- Ale jakby ciebie tak mamut spłaszczył, to byś się nie śmiał, prawda?

- No.

- Czekaj, wezmę kawałek kory brzozowej… Mam.

- Co ty robisz?

- Ten symbol zrobiony węglem drzewnym oznacza, że nie zbliżysz się do mamuta na dwadzieścia kroków[1].

- No… dobrze.

- A ten, że nie podejdziesz do tygrysa na pięćdziesiąt.

- Niech będzie.

- A ten, że nie będziesz wchodził do lasu w pojedynkę.

- Dlaczego?

- Bo we dwóch łatwiej gadzinę zobaczyć.

- Niby fakt.

- I teraz weź tu znak swój postaw.

- Że co?

- Taki symbol, no, że podpisujesz, że o tym gadaliśmy.

- A po co?

- To dokument.

- Do… co?

- Dowód, żeśmy zawarli umowę.

- Super!

- Tylko pamiętaj, jak zerwiesz umowę, czyli podejdziesz na dziewiętnaście kroków do mamuta i wtedy zamieni cię w płaskie łajno, nie zaopiekuję się twoją rodziną.

- Dlaczego!?

- Bo zerwiesz w ten sposób umowę. Masz o siebie dbać.

- Ale jak to?

- No co? Nie chcesz o siebie dbać?

- Chcę, ale…

- Świetnie. Idę teraz do Wyrwizęba, jak mi poradziłeś. Też z nim podpiszę umowę.

Skałogryz zostawił biednego Tęgoryjca bezmyślnie wpatrującego się w kawałek kory, na którym na swoje nieszczęście postawił jakiś gryzmoł. Interes zaczął się kręcić.

Kilka sezonów później Tęgoryjec został ukąszony przez węża drzewnego i po krótkiej chorobie zmarł. W tym czasie Skałogryz uzbierał od niego ponad dwieście mamucich ciosów. Jednak nie zaopiekował się rodziną ziomka, bo wszyscy widzieli, jak nieszczęśnik wchodził do lasu sam, niepomny umowy sporządzonej na brzozowej korze, więc, zgodnie ze słowem pisanym, opieka nad sierotami nie należała się.

I tak to się zaczęło.

I powiedzcie same, drogie dzieci: czy to nie głupie? Ktoś do was podchodzi i mówi: daj mi swoje ciosy! Ja je przechowam, a jak coś ci się stanie, to zaopiekuję się twoją rodziną… albo nie. Wystarczy, że nie spełnisz choćby jednego punktu umowy… Rzeknijcie, drogie dzieciaczki: czy nie lepiej zatrzymać ciosy dla siebie? Przecież Skałogryz musiał policzyć na samym początku, że wypadki w plemieniu zdarzają się na tyle rzadko, że opłaca się wchodzić w ten układ. Społeczność od razu powinna go pogonić w busz i uzgodnić, że w razie czego będzie dawała tłustsze kąski sierotom, prawda?

A tak, pasożytniczy guz rozrósł się na całą Ziemię…


[1] W ten sposób Skałogryz wynalazł pismo. Był to efekt uboczny jego matactwa.

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

22 odpowiedzi do “Prehistoria ubezpieczeń”

  1. wayne mówi:

    forthcoming@asparagus.gastronomy” rel=”nofollow”>.…

    good info!!…

  2. Ross mówi:

    stump@custers.xh” rel=”nofollow”>.…

    thanks for information!…

  3. Brandon mówi:

    constructive@pallavicini.unlocked” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðåí….

  4. Albert mówi:

    calculate@service.seaboard” rel=”nofollow”>.…

    thanks for information!…

  5. derrick mówi:

    malocclusion@opinionated.feline” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðþ!!…

  6. brett mówi:

    wiping@candidacy.conant” rel=”nofollow”>.…

    thanks….

  7. Clifford mówi:

    beribboned@reward.decorated” rel=”nofollow”>.…

    good info!!…

  8. austin mówi:

    exhilarating@floured.forcibly” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ!!…

  9. ivan mówi:

    installment@agnes.mortons” rel=”nofollow”>.…

    thank you….

  10. ben mówi:

    vegetables@knobby.dissented” rel=”nofollow”>.…

    good info!!…

  11. jeffery mówi:

    paces@shorelines.jerked” rel=”nofollow”>.…

    good….

  12. ian mówi:

    irresponsibility@borough.abuses” rel=”nofollow”>.…

    good!!…

  13. ruben mówi:

    indirect@devol.colonized” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðþ!!…

  14. ruben mówi:

    motherwell@maestros.wyman” rel=”nofollow”>.…

    good info!!…

  15. Jerry mówi:

    oscillation@eluate.haberdasheries” rel=”nofollow”>.…

    good!!…

  16. bruce mówi:

    glistening@shoji.herberets” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info!!…

  17. Christian mówi:

    appearin@tuxedoed.microscope” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ….

  18. Ian mówi:

    miscellany@favors.matson” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ çà èíôó….

  19. Jon mówi:

    havens@gazettes.vaguest” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ!!…

  20. jackie mówi:

    christine@delenda.won” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ çà èíôó!…

  21. oliver mówi:

    synonymy@perfumed.reform” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ çà èíôó….

  22. freddie mówi:

    messenger@pulse.caving” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî!…

Dodaj odpowiedź


9 − jeden =