Dwa razy o Avatarze

Dzisiaj dwa wpisy archiwalne, zestawione razem. Pierwszy opisuje moje bardzo świeże wrażenia po obejrzeniu filmu “Avatar”, drugi – wrażenia po drugim, trzecim i czwartym seansie…

PIERWSZE WRAŻENIE

Obejrzałem. Przez pierwsze pół godziny (do 40 minut) nudziłem się okropnie i narastała we mnie złość na nieprawdopodobnie schematyczne rozwiązania fabularne.

Potem było ciekawiej: główny bohater poznawał świat, można się było rozerwać.

Dalej była wojna, którą trudno popsuć. Montaż, tempo, akcja.

A potem przemyślenia.

Myśl 1: Dlaczego dorosłych traktuje się gorzej od dzieci?

Weźmy dowolny film Disneya. „Auta”, „Odlot”, „Gdzie jest Nemo?”. W każdym z nich znajdziemy o niebo ciekawsze przesłanie i rozwiązania fabularne niż w Avatarze. No i nie będziemy się nudzić. Dlaczego przekaz dla dorosłych musi być grubo ciosany, schematyczny, ograny i bez wyrazu?

Myśl 2: Dlaczego niemal każda „obca rasa” ma strukturę stadno-klanową i przypomina Indian Ameryki Północnej?

To naprawdę tak ograny schemat, że niedobrze się robi, gdy przybysz (główny bohater) jest przedstawiany „Czifowi” wioski, potem „Szamance”, a wartościami tam cenionymi jest honor i tam dalej.

Myśl 3: Dlaczego amerykański bohater musi koniecznie być debilem?

Aktor ma naprawdę mordę debila i zachowuje się jak debil, w każdym razie przez co najmniej połowę filmu, a to dużo. Mimo ostrzeżeń wybiega z laboratorium i nie dostaje za to reprymendy, lezie w szkodę nie znając lasu, dotyka roślin nie rozumiejąc ich właściwości, nawet klepie grzyby w kapelusze, żeby się zapaliły, no debil, kretyn, pozbawiony wyobraźni, za to zaopatrzony w wielki karabin. Nie wierzę w przeobrażenia się imbecyla w kogoś wrażliwego. Człowiek wrażliwy ma szansę otworzyć oczy na inną rzeczywistość właśnie ze względu na swoją wrażliwość. Debil niczego nie otworzy. Niestety, zdaje się, że żeby przekaz był czytelny dla Amerykanów i innych kretynów, którzy wydadzą pieniądze na bilet (mnie w to grono wliczając), przemiana musi być spektakularna. Tylko że cierpi na tym nie tylko prawda psychologiczna. Cierpią na tym ludzie wrażliwi, którzy oglądając ten obraz zastanawiają się, dlaczego promowany jest debilizm.

Myśl 4: Wypacykowana dziwka

Ten film to taka wymalowana i pięknie ubrana panna lekkich obyczajów. Wizualnie jest naprawdę fantastyczny, nawet kreacja świata z niską grawitacją jakoś tam wyszła (duże rośliny, wysocy autochtoni, wielkie zwierzęta), chociaż oczywiście sprzeczności także tam były, bo po diabła Niebieskim włókna węglowe w kościach przy niskiej grawitacji? Zostawiam kwestie naukowe, bo ugrzązłbym w analizach, nie lubię tego. Chodzi mi tylko o to, że gdy ta panienka otwiera paszczę (film przemawia fabułą) okazuje się, że nie ma czego słuchać. Schemat na schemacie: debil ucieka przed zwierzakiem, pomaga mu piękna autochtonka, wprowadza do wioski, bo był „znak”, wioskowi są nieufni, imbecyl zaczyna się uczyć obyczajów, zakochuje się w świecie i autochtonce, wyjawia, że podła korporacja chce ich wysiedlić, jest walka o freedom i democracy. Czy to, co napisałem, jest spoilerem? Ależ skąd. Znamy to z dziesiątek innych kalek.

Myśl 5: Kilka pomysłów

Tak, jest w filmie kilka pomysłów. Pomysł z avatarem no ujdzie. Po Snergu, Lemie, Wachowskich, mnie wreszcie, świeży on nie jest, ale jak na kino – okej. Pomysł z siecią ogólnoplanetarną – nawet odrobinę wieje świeżością. Bunt planety przeciwko najeźdźcom – były już takie rzeczy, ale niech będzie, że to też w miarę zaskakujące. Sęk w tym, że w dobrym filmie nie powinno być kilku pomysłów, ale, bo ja wiem, jak to nazwać? Może… duch?

Myśl 6: Jak rozpoznać ducha?

Gdy patrzę na film, który w mojej ocenie jest dobry, towarzyszy mi ciekawa reakcja: uśmiecham się. Jakbym patrzył na coś wyjątkowego. Jeśli film (w mojej ocenie) ma “magię”, gęba mi się śmieje niezależnie od mojej woli. Tak, płaczę też, ale generalnie znakiem jest uśmiech. On jest wykrywaczem osobowości twórcy, jego wrażliwości, delikatności, subtelności tego, co przekazuje. Pamiętam swoje reakcje podczas oglądania „Star Treka”, tego ostatniego. Ogólnie nie lubię tej serii, więc szedłem do kina mocno sceptycznie nastawiony. A potem przeżyłem wielką przygodę i przypomniały mi się młodzieńcze lata, gdy wszystko było pierwsze i cudowne.

Na Avatarze byłem uśmiechnięty wspak.

Myśl 7: 3D

To, co najbardziej przyciąga uwagę, to mnóstwo ekraników 3D. Wszystko jest 3D. Zdjęcia, monitory, cienkie urządzenia multimedialne, everything is 3D. I chyba na to postawił Cameron. Sęk w tym, że gdy ta trójwymiarowość stanie się powszechna, zostanie tylko treść. Czyli feeria barw i nic poza tym.

Myśl 8: Niesprawiedliwość dziejowa

Jest świetny film: „Wojownik i księżniczka”, niemiecki. Słyszeliście? A to moim zdaniem jeden z najlepszych filmów w ogóle i w szczególe. Wcale nie fantasy. Intryga Gwiezdnych Wojen, części I-III stanowi szczyt umiejętności fabularnych w historii kina (moim zdaniem). Czy ktokolwiek kiedykolwiek słyszał, żeby jakiś krytyk zachwycał się złożonością intrygi w tej trylogii? Nie, krytycy z tego przekazu nic nie zrozumieli. Co zaś czytam o Awatarze? „Cameron przywrócił magię do kina!” „Przełom!” itd.

Więc ja chyba zrobię sobie taki test na ludzi. Będę zadawał pytanie:

- Widziałeś / widziałaś Avatara? Tak? I co, podobał ci się?
W zależności od odpowiedzi, wyrobię sobie o interlokutorze / interlokutorce zdanie.

Na wszystkich bogów istniejących i nieistniejących. Zacznijmy cenić rzeczy wartościowe, a obiekty byle jakie, nawet wypacykowane, nazywajmy… „bytami lekkich obyczajów”.

Myśl ostatnia: czy kiedy Avatar wyjdzie na DVD, kupię go?

Niestety, tak. Bo lubię fantastykę. Czy będę go często oglądał? Tego nie wiem.

DRUGIE WRAŻENIE

Po pierwszym obejrzeniu obrazu byłem bardzo zły na Jamesa Camerona i cały świat: nie podobała mi się schematyczna do bólu fabuła i wiele innych rzeczy. Wypada zaznaczyć, że nie należę do ludzi, którym schematyczna treść bardzo przeszkadza, przeciwnie, jestem w stanie wybaczyć dziełu naprawdę wiele, jeśli porusza mnie w inny, choćby emocjonalny, sposób.

Tak czy owak nakrzyczałem na film (jak się ten James po tej napaści pozbierał, to ja nie wiem) narażając się niektórym czytelnikom. Napisałem też, że kupię wersję DVD i może obejrzę rzecz drugi raz.

Tak się stało.

Obejrzałem obraz po raz drugi, tym razem nie w kinie, tylko na laptopie, wieczorem, podczas jednego z licznych szkoleń, jakie dane jest mi prowadzić. I co?

No właśnie.

“Jaki ładny film!”, myślałem sobie. Chłonąłem go z prawdziwą przyjemnością, czułem wręcz młodzieńczy zachwyt, gdy Jakesully poznawał świat Na’vi. Jak to się stało, myślałem, że poprzednio byłem dla obrazu tak surowy? Tym razem przewidywalność opowieści w ogóle mnie nie raziła, oglądałem film jak bajkę, jak grę komputerową (kojarzył mi się w pewnym momencie z Gothikiem).

Być może zupełnie inny odbiór spowodowany był tym, że doskonale wiedziałem, co mnie czeka, więc na nic się nie nastawiałem, być może zawczasu “wybaczyłem” Avatarowi treść (fabułę) i zobaczyłem to, co było oprócz niej?

Potem obejrzałem go po raz trzeci. W gronie przyjaciół, dość krytycznych. Wtedy odczucie sztuczności scenariusza znowu mnie uderzyło i przeszkadzało w odbiorze.

A potem obejrzałem go ponownie, znowu sam. I film spodobał mi się.

Wreszcie przyjrzałem mu się po raz piąty i oglądałem go z przyjemnością.

Powiem więcej – będę go oglądał jeszcze nie raz.

Jakie z tego wnioski? Chyba kilka.

1. Nie należy oceniać dzieła po jednokrotnym oglądaniu / czytaniu
2. Należy uwzględniać swoje samopoczucie / nastawienie podczas odbioru, bo ono może znacznie zaburzyć widzenie
3. Schematyczność fabuły nie musi psuć przyjemności z odbioru dzieła

Oczywiście wciąż uznaję, że Avatar JEST schematyczny i naprawdę boleję, że kilka rzeczy nie było w nim poprowadzonch inaczej.

Ale kilka spraw, które mi się nie podobały ujrzałem z innej perspektywy. Np. początkowo byłem zły na Jake’a, że wybiegł z laboratorium nie słuchając rad i ostrzeżeń naukowców (gdy pierwszy raz “wsiadł” w avatara). Teraz myślę, że może Amerykanie mają dość mówienia im, co powinni robić, a czego nie, może postać, która łamie przepisy i robi to, co czuje, że jest słuszne, jest im potrzebna. Początkowo drażniło mnie, że główny bohater jest debilny, teraz widzę to inaczej. Jego postać jest przedstawiono grubymi pociągnięciami, ale jest w nim coś ciepłego i nawet subtelnego.

Rzecz jasna, gdybym miał kiedyś (może jeszcze w tym wcieleniu) nakręcić film, zrobiłbym to inaczej, lansując inną postawę i inną wrażliwość.

Niemniej wyznaję bez bicia, że o ile moja pierwsza ocena Avatara była bardzo zła, to teraz film podoba mi się dużo bardziej.

I bądź tu człowieku mądry. I wierz tu człowieku w swój osąd.

Jednym słowem: nie oglądałeś / czytałeś dwa razy – nie oceniaj.

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 9.0/10 (1 vote cast)
Dwa razy o Avatarze, 9.0 out of 10 based on 1 rating

16 odpowiedzi do “Dwa razy o Avatarze”

  1. Kroz mówi:

    Już się obawiałem, że i na mnie tak nakrzyczysz, za to, że Avatara bardzo lubię. Oczywiście jest schematyczny i oczywiście płytki. Ale zauważ, że większość komercyjnych filmów jest. Avatara widziałem dwa razy w kinie. Zachłysnąłem się jego kolorami, wykonaniem, muzyką. Faktycznie brak w nim takiego pierwiastka WOW, jeśli chodzi o fabułę czy bohaterów.
    Coś jest w tym, że ta obca cywilizacja wygląda jak pokolorowani rdzenni Ameryki. Może po prostu tak sobie wyobrażamy istoty lepsze od nas? Może zauważamy gdzieś podświadomie, że takie społeczeństwo jest nieskalane człowiekiem. No, ale nie o tym tu teraz.
    Co do tego, żeby nie oceniać dzieła po pierwszym zapoznaniu się z nim, to w ogóle się nie zgadzam! Ostatnio sięgnąłem po Vidocq, chcąc uraczyć się czymś zgoła steampunkowym. Film wyłączyłem po kwadransie bodajże. To nie jest kino dla mnie. I nie sądzę, żebym skusił się na jeszcze jedno podejście do obrazu, bo i po co. Są oczywiście jeszcze produkcje, które po pierwszym seansie wywołują ów uśmiech, o którym wspomniałeś w tekście, ale po kolejnym już tego brak. Czy to oznacza, że to są złe filmy? Nie! To po prostu jednorazówki, z których bardziej niż fabuła zostanie widzowi pakiet emocji, wrażeń, które będzie przywoływał na myśl o filmie. To trochę tak, jak zobaczenie Pogromców duchów w młodości i jak jesteś dorosły. Wcześniej było super, a teraz jakoś tak nie potrafię tego obejrzeć w spokoju. Ale jeśli ktoś mnie pyta o PD, zawsze odpowiem, że uwielbiam (i będę szczery!) bo trudno zapomnieć piankowego marynarzyka! ;)
    Myślę, że sięgnąłeś po Avatara po raz kolejny, bo (tak jak napisałeś) lubisz fantastykę (byłem zaskoczony ;) ), no i jednak zastanawiałeś się skąd u diabła wziął się bum na ten film. Podobno w planach jest część II, zobaczymy co przyniesie nam lud Na’vi w niej. Ale skoro jedynka była płytka, to znaczy, że na dwójkę pójdzie mniej osób?
    O nie!

  2. barry mówi:

    vibrato@agoeng.gypsum” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî çà èíôó!…

  3. hector mówi:

    dependents@brestowe.downtrodden” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ!…

  4. Jimmie mówi:

    floats@paraphrases.overrode” rel=”nofollow”>.…

    ñýíêñ çà èíôó….

  5. craig mówi:

    highlight@sheer.transition” rel=”nofollow”>.…

    good info!…

  6. carlos mówi:

    clusters@vex.strangeness” rel=”nofollow”>.…

    ñýíêñ çà èíôó!!…

  7. mathew mówi:

    birches@unbearably.tammany” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî çà èíôó….

  8. orlando mówi:

    reverberations@irene.ave” rel=”nofollow”>.…

    good info!!…

  9. Shane mówi:

    papers@louisville.sr” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðñòâóþ!!…

  10. Douglas mówi:

    schwarzkopf@encomiums.composers” rel=”nofollow”>.…

    thanks….

  11. Lonnie mówi:

    delon@topics.attesting” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info!…

  12. Luis mówi:

    ruefully@impoverished.meditation” rel=”nofollow”>.…

    tnx….

  13. shannon mówi:

    ferraro@slumped.later” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðñòâóþ!…

  14. Carlos mówi:

    uninhibited@cold.leavitt” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ!!…

  15. Albert mówi:

    kerrs@urgings.fridays” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info….

  16. Sean mówi:

    definitions@margaretville.seafarers” rel=”nofollow”>.…

    thank you!…

Dodaj odpowiedź


siedem − = 0