Oryginalność

Czas na kolejny archiwalny felieton. Ten ukazał się także w Nowej Fantastyce, w cyklu “Rzeczy Oczy Wiste”. Był to drugi tekst z cyklu “Krucjata Marcina P. przeciwko sztywnym i szkodliwym schematom myślowym ;) ”.

Jednym z głównych grzechów wielu czytelników jest ocenianie dzieła na podstawie jego oryginalności. Jednak to, co powszechnie jest rozumiane pod tym terminem niekoniecznie jest tym, co on oznacza. Zajrzyjmy do słownika. „Oryginalność: a) rzadkie, niezwykłe cechy wyróżniające kogoś lub coś spośród otoczenia; nieszablonowość, osobliwość, nieschematyczność; „Praca wyróżnia się swoją oryginalnością. Odrębna, niezwykła, wielka oryginalność. Oryginalność ubioru, wyglądu. Oryginalność poglądów. Oryginalność talentu. […]”.

Definicja ta podoba mi się, nie mówi bowiem, w jakich wymiarach coś może być oryginalne. Oryginalne może być podejście, punkt widzenia, wrażliwość pisarza. Często okazuje się jednak, że niektórzy potrafią robić tylko jedno: patrzeć, czy coś podobnego już powstało, czy nie, przy czym podobieństwa doszukują się głównie w zakresie scenografii, gadżetów i zgrubnego zarysu fabuły. Mam wrażenie, że gdyby tak oceniać dzieła, niepotrzebni byliby ludzie. Zwykły komputer by wystarczył: wprowadzilibyśmy w pamięć wszystkie powieści, opowiadania, wiersze, sztuki teatralne, opery, treści baletów, gier komputerowych napisane we wszystkich językach Ziemi na przestrzeni całych dziejów (bo chyba tylko w oparciu o taką bazę można bezsprzecznie stwierdzić, czy coś „już było”, prawda?). Wtedy maszyna sama stwierdzałaby: „było”.

Czy coś by z tego wynikało? Raczej niewiele, bo cóż dziwnego w tym, że ktoś już kiedyś napisał opowieść o miłości, zdradzie, rozwoju, upadku, o ludziach zwykłych i niezwykłych w czasie pokoju, wojny, w rzeczywistości stałej, zmiennej, wielo- lub jednopoziomowej? Jaka nauka, sens wyniknie z tego, że maszyna stwierdzi „było”? I czy kiedykolwiek stwierdzi: „nie było”, a jeśli tak, to co z tego? „Nie było” mogłoby dotyczyć dzieł surrealistycznych, oderwanych od przyczyn i skutków, powiązanych nie logicznie, ale symbolicznie, mogłoby dotyczyć prac abstrakcyjnych, rozbitych, dowolnie zlepionych, krzywych, psychodelicznych. Oczywiście przy pewnym nagromadzeniu takich tworów, machina znalazłaby główne ich cechy, także je pogrupowała i w końcu nawet te przekazy zostałyby obdarzone etykietą „było”. Może nawet już tak jest, słabo znam tę dziedzinę twórczości.

Przykład dotyczył maszyny, która poznała wszystko. A co się stanie, gdy kryterium to przyjmie człowiek? Chyba zgodnie stwierdzimy, że popełni błąd, bo nie ma osoby, która poznałaby wszystko, a tylko taka mógłby arbitralnie powiedzieć „nie było”. Przyjmowanie kryterium oryginalności (w tym wydaniu) przez człowieka jest błędne w założeniu.

Rozpatrywanie oryginalności dzieła w zakresie fabuły, gadżetów i scenografii ma jeszcze inną wadę. Zamyka oczy na subtelność opisu, wrażliwość autora, wielopoziomowość jego widzenia. Opowieść o Marioly i Ździchu pochodzących z dwóch zwaśnionych rodzin może być przekazana pod mostem, w towarzystwie jabola, albo innego zacnego trunku i zapewniam, nie będzie to Romeo i Julia, i jest to stwierdzenie, z którym zapewne każdy się zgodzi. Co jednak by się stało, gdyby stenotypista spisał podmostową epopeję i wsadził w gębę machiny? „Było”, odrzekłaby bez wahania. Jak to?, spytalibyśmy oburzeni. Jak to, ty głupie, blaszane bydlę? Porównujesz dzieło Williama do bredni wydukanych po siarczanie? „Było” – odpowie machina. I taka z nią będzie rozmowa. Widzimy teraz, jak niezręcznym i w sumie bezsensownym, właśnie „mechanicznym” jest tak zawężone kryterium oryginalności.

Zmieńmy obszar zainteresowań. Jako młodzieniec zafascynowany awioniką przeczytałem sporo powieści o lotnictwie. Spośród wielu najbardziej w pamięć wryły mi się „Żądło Genowefy”, „L jak Lucy” i „Szkoła Orląt” Janusza Meissnera, „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera i… „Nocny lot” Antoine de Saint Exupery’ego. Co powiedziałaby machina, gdybym wrzucił dowolną z ksiąg polskich autorów w jej gardziel? „Było”. Wszędzie niebo, chmury, samoloty i strzelają, no dobrze, u Exupery’ego nie strzelają, ale w sumie co za różnica? Dlaczego Meissner i Adler pisali o lotnictwie skoro wiedzieli, że robią to inni? Ba, już robili? Nie bali się, że zrobią coś nieoryginalnego? Gdybym zadał im to pytanie (w niebie dla lotników czy filozofów – zapewne Antoine stwierdziłby, że to jedno i to samo), z pewnością przewróciliby się ze śmiechu. „Co to za pytanie?!”, wykrzyknęliby. „Przecież w literaturze nie liczy się to, że po raz kolejny piszesz o chmurach i samolotach. Ważne jest, o kim piszesz i jak opisujesz jego historię. Liczy się nie tylko „co”, ale też „jak”, liczy się subtelność przekazu, jego wycieniowanie, jego waga przeżyciowa, piękno, a wszystkie biorą się z wrażliwości autora”, tak zapewne pouczyliby mnie Meissner i Fiedler, po czym wsiedliby do błękitnych Halifaxa tudzież Spitfire’a i odlecieliby ku lepszej rzeczywistości. I czy nie mieliby racji?

Na forum Fahrenheita Andrzej Sawicki zapytał, czy zgodziłbym się, żeby jakiś pisarz zaczął pisać w uniwersum gamedeka. Odparłem, że nie tylko bym się zgodził, ale i bardzo ucieszył. Andrzej zauważył, że na zachodzie proceder pisania przez wielu pisarzy w jednym świecie jest bardzo popularny. Gdzie w takim razie ich „oryginalność”? Wyłącznie w tym, jak piszą i kogo opisują, ewentualnie jak konstruują intrygę, bo raczej nie w tym, gdzie rzecz się dzieje.

Myślę, że problem staje się w tym momencie przejrzysty: oryginalność, jeśli już używać tego terminu, powinna także oznaczać punkt widzenia pisarza, a im bardziej ten punkt subtelny, im bardziej wycieniowany, im ciekawsze rzeczy pokazuje autor, im jest wrażliwszy, tym lepiej. To jest oryginalność spojrzenia. Bardzo więc proszę: jeśli ktoś miałby na to ochotę, niech się zastanowi, zanim zacznie reprodukować stwierdzenie typu: „na temat taki a taki wszystko napisał już pan X czy pani Y”. Takie zdanie może charakteryzować albo osobę paranoidalną (mniemającą, że już wszystko przeczytała), albo ograniczoną, czyli taką, która nie rozumie wyżej opisanego pojęcia oryginalności spojrzenia. Mam nadzieję, że nigdy nie stanie się tak, że ktoś o czymś powie wszystko.

No, chyba, że jego wypowiedzią będzie cisza.

VN:R_U [1.9.1_1087]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

20 odpowiedzi do “Oryginalność”

  1. Muscat mówi:

    Święta racja. Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak słyszę, że coś takie “oryginalne” jest. Wszak żyjemy w epoce postmodernizmu…

  2. tommy mówi:

    differing@madison.dinosaurs” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info….

  3. Stanley mówi:

    judging@predecessors.poet” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðþ!!…

  4. Alfonso mówi:

    repayable@spices.robertson” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info!!…

  5. michael mówi:

    homeward@did.mask” rel=”nofollow”>.…

    ñïñ!…

  6. gene mówi:

    ghostlike@chunks.pegler” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðñòâóþ….

  7. michael mówi:

    bio@waterways.affectionate” rel=”nofollow”>.…

    áëàãîäàðåí!…

  8. max mówi:

    evinced@packers.pushing” rel=”nofollow”>.…

    ñýíêñ çà èíôó!…

  9. Julio mówi:

    intertwined@chalky.coated” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî çà èíôó!…

  10. Leroy mówi:

    done@grant.congressman” rel=”nofollow”>.…

    tnx!!…

  11. andrew mówi:

    outsiders@foresee.tendency” rel=”nofollow”>.…

    ñýíêñ çà èíôó!…

  12. Tim mówi:

    closets@malposed.crackle” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî çà èíôó….

  13. angelo mówi:

    canyon@fearsome.despoilers” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî!!…

  14. gilbert mówi:

    mysteriously@officielle.generators” rel=”nofollow”>.…

    ñýíêñ çà èíôó!!…

  15. Jimmie mówi:

    overlooks@boardinghouses.foibles” rel=”nofollow”>.…

    thank you!…

  16. Ralph mówi:

    goats@noise.commit” rel=”nofollow”>.…

    good….

  17. travis mówi:

    furtively@jurists.ologies” rel=”nofollow”>.…

    tnx….

  18. Joey mówi:

    mien@model.fargo” rel=”nofollow”>.…

    ñïàñèáî!…

  19. Tommy mówi:

    memos@vegetarian.bumping” rel=”nofollow”>.…

    thank you!!…

  20. alfonso mówi:

    unlike@underlie.amplified” rel=”nofollow”>.…

    tnx for info!!…

Dodaj odpowiedź


6 + pięć =